Desmond Seward


Mnisi wojny








Tytuł oryginału: Monks of War
Rok wydania: 2005
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 328
Okładka: miękka
ISBN: 83-7298-712-2



O książce
Mnisi wojny są chyba jedyną dostępną tak kompleksową i zwięzłą monografią zagadnienia zakonów rycerskich, ich powstania, rozkwitu, upadku i przekształceń. W przeciwieństwie do innych pozycji wydawniczych, które koncentrują się prawie wyłącznie na roli zakonów rycerskich w Ziemi Świętej, lub opisach spektakularnego upadku zakonu templariuszy, Desmond Seward przedstawia pełną historię tego zjawiska: od skromnych początków w Outremer, poprzez powstanie wielkich hiszpańskich zakonów rycerskich i ich udział w rekonkwiście Półwyspu Pirenejskiego z rąk Maurów, bałtycką krucjatę Krzyżaków i powstanie państwa zakonnego w Prusach, nowe powołania kawalerów maltańskich i ich wspaniałe zwycięstwa na Rodos i Malcie, powstanie i rolę kompletnie w zasadzie nieznanych zakonów włoskich aż po współczesne dzieje zakonu maltańskiego oraz licznych jego odgałęzień (autor opisuje na przykład dzieje Johanniter czyli protestanckich kawalerów maltańskich oraz niesławne początki Czcigodnego Zakonu Św. Jana w Anglii). Stąd, pomimo „oklepania” i wysycenia rynku tym tematem otrzymujemy książkę niezwykle interesującą i oryginalną, udowadniającą, że to, co przywykliśmy brać za całość historii zakonów rycerskich okazuje się jedynie jej częścią i to w dodatku wcale nie najciekawszą.

Oczywiście przełożenie tej pozycji wiązało się z koniecznością rozwiązania licznych problemów i dokonania wielu trudnych wyborów. Przede wszystkim, poruszając się wśród gąszczu zakonów, ich mistrzów, marszałków itp. postanowiłam nie komplikować czytelnikom dodatkowo sprawy przez używanie obu egzystujących w języku polskim potocznych nazw zakonu Rycerzy Szpitala św. Jana w Jerozolimie (czyli joannitów i szpitalników) i dla okresu przed osiedleniem się na Malcie używam konsekwentnie tylko określenia szpitalnicy, ponieważ wskazuje ono pierwotne i najbardziej podstawowe powołanie tego zakonu, od którego nigdy w swej historii całkowicie się nie oderwał (choć jest w Polsce mniej popularne, a oznacza nie tylko ten jeden konkretny zakon, ale również inne nierycerskie bractwa zakonne prowadzące szpitale). Zdaję sobie sprawę jak bardzo kontrowersyjna jest taka decyzja, mam jednak nadzieję, że każdy kto przeczyta rozdział o zakonach hiszpańskich w pełni ją zrozumie, doceni i wybaczy. Obawiam się tylko jednego, a mianowicie, że powstanie mylne wrażenie, iż joannici to jakiś inny, nie opisany w tej książce zakon.

Osobnym problemem był rozdział poświęcony Krzyżakom, a właściwie ta część ich historii, która zazębia się z historią Polski. Nam, wychowanym w tradycji Grunwaldu, trudno jest pojąć, że można na ówczesne wydarzenia patrzeć również z drugiej strony, że można wskazać inne cele, inaczej rozłożyć akcenty, inne sprawy uznać za ważne, a nade wszystko, że dla większości Europy bitwa pod Grunwaldem nazywa się zupełnie inaczej! Po namyśle postanowiłam jednak zostawić autorowi ten Tannenberg, tym bardziej, że ma on bezpośrednie przełożenie na zwycięstwo niemieckie w 1914 roku pokazując, jak silnie niektóre klęski tkwią w świadomości narodów. Postanowiłam również zachować oryginalne niemieckie nazwy zamków i miast (dodając w nawiasach ich polskie, współczesne odpowiedniki) z tego prostego powodu, że Prusy należą do Polski dopiero od 1945 roku, a zatem nazwa Mewe jest nazwą oryginalną, a Gniew tylko jej przekładem.